Wesele (recenzja #48)

Polskie kino pierwszej dekady obecnego wieku nie było w najlepszej formie, ale zdarzały się filmy, przez które mogliśmy wierzyć w naszą kinematografię. Takim dziełem jest „Wesele” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Produkcja z 2004 roku świetnie przedstawia zwykłych Polaków, wiejską społeczność i zachowania ludzi na typowym ślubnym balu. To komedia, więc niektóre rzeczy będą przekoloryzowane, lecz obraz jest dosyć prawdziwy. Film ma pewien pazur, to historia z duża ilością alkoholu i ciętym językiem. Występujący aktorzy mają pewną klasę. W dobie zaniżonej jakości rodzimego kina ci ludzie raczej się z tym nie kojarzą. „Wesele” ma charakter rozrywkowy, ale ww. elementy i delikatne przesłanie czynią z niego coś odrobinę więcej.

Kasia i Janusz biorą ślub. Właśnie wyszli z kościoła i zmierzają na najważniejszą imprezę w życiu nowożeńców. Ojciec panny młodej to w miarę zamożny, wiejski pan, który postanowił obdarować swoje gołąbki sportowym modelem Audi. Wiesław, bo tak ma na imię, jest człowiekiem chciwym i przez to zaczynają się kłopoty. Samochód został zakupiony od typów spod ciemnej gwiazdy, którzy w zamian chcą dostać pewną nieruchomość. Problem leży w tym, że jest ona własnością upartego dziadka. Te i inne komplikacje powodują, że powodzenie wesela wisi pod znakiem zapytania.

Wulgaryzmy, alkohol i niszczenie ślubu nie należą raczej do ulubionych tematów płci żeńskiej, więc przypuszczam, że to raczej kino dla męskiej publiczności. Nie oznacza to jeszcze, iż nie spodoba się ten film paniom. Produkcja trzyma bardzo dobry poziom. Fabuła nie posiada zbyt długiego wstępu. Reżyser prowadzi historie w sposób zrównoważony, czyli nie będzie niepotrzebnych przestojów lub za szybkiej akcji. Punkty kulminacyjne są całkiem ciekawe, po prostu potrafią nas zaskoczyć. Opowieść może wydawać się chwilami nieco absurdalna, lecz autor zadbał o realizm.

wesele2

Nie możemy odebrać Wojciechowi Smarzowskiemu świetnego scenariusza, ale „Wesele” w dużej mierze tworzą aktorzy. Zabraknie tu Tomasza Kota czy Piotra Adamczyka. Nie twierdzę, że to niewłaściwe osoby, ale jakoś ostatnio kojarzą mi się z reklamami. W produkcji występują: Bartłomiej Topa, Marian Dziędziel,  Maciej Stuhr i wiele znakomitych polskich twarzy. Z damskiej obsady: Elżbieta Jarosik, Iwona Bielska i Tamara Arciuch – pani ostatnio wzięła udział w dość kiepskich filmach, ale nawet najbardziej zaradnym zdarza się popełniać błędy. Postacie są wyraziste. Bardzo szybko można się z nimi zaznajomić, jednakże nie należą do zbyt oryginalnych. Chciwy bogacz, brutalny gangster, przekupny policjant, obojętny narzeczony i niepewna panna młoda. Dopiero połączenie tego wszystkiego tworzy interesującą mieszankę. Wrzućmy dość stereotypowych ludzi do jednego worka i pozwólmy, żeby się wszyscy pogryźli.

Wojciech Smarzowski jest jednym z najbardziej ciekawych polskich reżyserów, jeśli chodzi o filmy nakręcone po 2000 roku. W ostatnich latach stworzył sporo naprawdę dobrych produkcji. (nie jest to jednoznaczne, że każda z nich mi się podoba) W 2004 „Wesele”, następnie „Dom zły”, który narobił sporo zamieszania. „Róża” z Marcinem Dorocińskim i znakomitą Agatą Kuleszą w roli tytułowej bohaterki. W zeszłym roku „Drogówka” o korupcji w polskiej policji. Natomiast już 17 stycznia zobaczymy dość dobrze rokujący „Pod mocnym aniołem”. Szczerze? Mam wątpliwości odnośnie nowego filmu Smarzowskiego. Historia będzie opowiadała o alkoholiku, który pod wpływem miłości do kobiety próbuje wyjść z nałogu. Zdaje się to być bardzo standardowe. Recenzja znajdzie się tuż po premierze, ale poprzeczkę postawię dosyć wysoko.

„Wesele” ogląda się znakomicie, tylko czy mówi o czymś więcej? Przedstawienie sylwetek typowych Polaków to bardziej cecha niż sens tego dzieła. Najbardziej oczywistym przesłaniem jest potępienie chciwości. Temat przewija się w sumie przez cały film. To raczej proste moralizatorstwo, lecz dobrze wpasowuje się w tę historię. O głębsze refleksje po seansie trudno. Przynajmniej ja takich nie zaobserwowałem.

4 comments

  1. Brzmi ciekawie, chociaż po tym jak koledzy zrobili mi w Sylwestra wiejską tancbudę z mieszkania, chyba nie jestem jeszcze gotowy na takie przaśne klimaty :D

Dodaj komentarz